niedziela, 22 lutego 2015

Klatka


Ostatnio niewiele działo się na blogu,ale pomału wracam!
Odkryłam, że lekarstwem na złe samopoczucie i oderwanie się od codzienności jest praca,która przynosi satysfakcje.
Wyszukałam w swoich zasobach mocno sfatygowany mebel i do dzieła !
Idealną była gablota, której żywot dobiegał końca


W najlepszym stanie były jej nogi, które wcześniej odnowiłam i pokazywałam z  walizkowym stolikiem  TU trochę żal mi stolika , ale nie ma tego złego... walizka dostanie inne nóżki ! 


 Korpus przyjechał w częściach i był kompletną ruiną. Leżał u znajomego na podwórzu i czekał na swoja ostatnią drogę-
Z pewnością wylądowałby w piecu gdyby nie te nogi! Rzuciły mi się w oczy i zaczęłam drążyć temat. Od nitki do kłębka pozbierałam wszystkie elementy.





Właściciel ze zdziwieniem  patrzył , czy aby na pewno uda się  poskładać te części do kupy?  Po przywiezieniu do domu naszły mnie te same wątpliwość, dlatego na kilka długich miesięcy  gablota  wylądowała w piwnicy.... ale Kiedy powiedziało się A trzeba powiedzieć B i albo będzie sukces albo kop w stronę śmietnika ;)


W  ruch poszły, 

 gwoździe, ściski stolarskie, klej, papier ścierny i szpachlówka, z nimi nie rozstawałam się przez kilka dni. Na zdjęciu poniżej stoi już o własnych siłach,ale  jeszcze   niepewnie.Te przecięcia na górze i na dole to cześć z których została poskładana.Górną deską połączyliśmy elementy, jednak  deska nie dała rady utrzymać całej konstrukcji, każdy ruch powodował, że całość rozjeżdżała się na boki i wychodziły pęknięcia . Odwróciłam to cudo do góry nogami i przybiłam nowy sufit zrobiony z grubej sklejki, dopiero to wzmocniło całość. Nie ma zdjęć z tego etapu bo przyznam szczerze że wątpiłam w powodzenia


Kiedy konstrukcja była wzmocniona i stała się stabilna, udało się w końcu  zaszpachlować i oszlifować 

Wzięliśmy się za uzupełnienie wnętrza. Z wybielonej i zawoskowanej sklejki, zrobiłam nową podłogę,tylną ścianę, półki...w końcu korpus można było przykręcić do nóg!
Do pełni szczęścia wciąż brakowało bocznych ścianek i drzwi. Ze względu na konstrukcje gabloty musiały być zrobione z lekkich materiałów, dlatego wybór padł na listewki i siatkę hodowlaną.
Paweł zajął się budową i montażem drzwi a ja malowaniem i woskowaniem.
na koniec dostała małe kryształowe gałki i to postawiło kropkę nad i” 


 Pracy było dużo, ale... to już finał, po szpachlowaniu, klejeniu, zbijaniu, łataniu, kombinowaniu... zostało wspomnienie.
Gablota która uciekła spod siekiery awansowała u nas do miana witrynki, domownicy ochrzcili ją klatką.






 
Satysfakcja została osiągnięta..stary grat dostał drugie życie a my zyskaliśmy nowy mebel





Następny post o bielonej wiejskiej szafie. Post siedzi w wersji roboczej od maja i czeka na skończenie mebla, mam nadzieje że już wkrótce.... 
Pozdrawiam wszystkich zaglądających na bloga,
Do miłego
Renata